Stało się – mieszkanie w którym mieszkałam z małą pomocą rodziny stało się już zasadniczo moim własnym mieszkaniem, a ja powoli myślę o osiedleniu się  jednym mieście – w tym, w którym jestem, rzecz jasna. A więc teraz, w miarę jak lata mi lecą, coraz bardziej interesują mnie takie szczegóły jak wystrój wnętrz i detale związane z dekoracją czy wyposażeniem. Może nie jestem już młoda, a może po prostu do czegoś dojrzałam.

Mój wujek zwykł mawiać, że za młodu nie myśli się o meblach. Sam kiedyś sprzedał czy też może oddał za darmo zabytkową komodę, czego żałował do końca życia, a dożył lat 65. Cóż, mi na meblach wciąż nie zależy w sensie sentymentalnym, ale już zależy mi na tym, by i mój pokój dzienny, i gabinet do pracy, i malutka sypialenka wyglądały po prostu schludnie. Przy okazji – gdy kiedyś będę mieć swój mały domek (jeśli będę go mieć), chcę go urządzić tak, jak na załączonym obrazku. Z dużą ilością przestrzeni i na jasno, drewniano. Ale o tym kiedy indziej.

Wczoraj kupiłam sobie dwie lampy. Jedną do gabinetu – prostą, skierowaną w gorę, naścienną, z papieru ryżowego, i pochodzącą z sieci znanej szwedzkiej marki, którą znacie chyba wszyscy, nie będę więc wchodzić w szczegóły. Powiem tylko tyle, że taka lampa znakomicie łagodzi nieco surowy, biurowy wystrój pokoju do pracy. A do tego kosztuje niecałe 50 złotych.

Prawdziwe cacko znalazłam jednak do pokoju dziennego, który czasem szumnie nazywa się salonem. U mnie akurat jest to największe pomieszczenie w lokalu, a także najbardziej uniwersalne. Chciałam, by było nieco eleganckie, i przypomniał mi się akurat wtedy prawdziwy i naprawdę wielki, wychodzący na taras salon w domu wujka i ciotki. Nad rozkładanym stołem wisiał tam piękny, ciężki żyrandol z kryształami, ale taki stary, w dobrym guście.

Takie żyrandole niełatwo dziś kupić, bowiem te zabytkowe kosztują majątek. Mi się jednak udało dostać coś podobnego, i to za nieco ponad 200 złotych. Oto i on: lampa wisząca Nomi, model Whiz 3P Italux, czarny. Jak widać, to bardziej awangarda i tzw. new design niż zabytek z Desy, ale do mojego „salonu” pasuje doskonale.

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.