Czasami zastawiam się, na ile moje zwyczaje są odmienne od reszty… ale do rzeczy. Zwykle dziwię się, jak ludzie zaharowują się przed świętami i Nowym Rokiem, a zwłaszcza kobiety. Dla niektórych, takie mam przynajmniej wrażenie, wszystko musi być domowe, swoje, robione własnoręcznie.

Nie można na przykład upiec dwóch ciast, a kupić trzeciego, gotowego, zwykle całkiem dobrej jakości. To samo dotyczy zresztą innych dań. Dość intensywnie zwiedzałam ostatnio sklepy w poszukiwaniu prezentów i dziwi mnie to, ile jest fajnych, niedrogich, smakowitych rzeczy na święta. I z tego co widzę, cieszą się one powodzeniem, więc nie wiem w czym problem. Czy to naprawdę taki aż wstyd przyznać się do kupowania „gotowizny”? Ostatecznie mówię tu o kobietach pracujących, które spokojnie mogłyby podarować sobie ten luksus i coś czasem kupić, zamiast spędzać druga dniówkę w kuchni.

Kolejna rzecz – kupowanie i pakowanie prezentów na ostatnią chwilę. Wczoraj dosłownie nie sposób było kupić normalnego jedzenia w galerii/Auchan, bo wszyscy rzucali się jak wariaci na jedzenie/prezenty/bombki. A to wszystko było dostępne już od miesiąca! Paradoks.

Po trzecie, sprzątanie. Z tego co widzę w sieci, na FB, u znajomych, Polki sprzątają gruntownie dwa razy do roku: na święta i potem na drugie święta wiosną. A w międzyczasie dom wygląda najwyraźniej jak pobojowisko, skoro trzeba wszystko robić na gwałt w okresie 20-32 grudnia. Wiem, nie moja sprawa, ale to naprawdę dziwne. Ja na przykład robię większe porządki raz na miesiąc, co miesiąc.

A co ja robię przed Nowym Rokiem i świętami? Oddaję pożyczone rzeczy. Wyrzucam lub oddają charytatywnie rzeczy niepotrzebne. Porządkuję komputer. Zastawiam się, co dalej, i… odnawiam zapomniane w ciągu roku znajomości, bo to wprost idealna okazja do odezwania się po kilku miesiącach braku kontaktu 🙂

Wesołych Świąt 🙂

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.