Zakaz narzekania

Mówi się czasem o Polakach, że są narodem życzliwym, optymistycznie nastawionym, ale i mającym ogromne wady. Takie jak nadmierna waleczność, obsesyjna martyrologia, czy małostkowość. Jednak naszą najczęściej krytykowaną cechą narodową jest szeroko pojęte narzekanie – które ma miejsce w zasadzie bez względu na to, czy są ku temu powody, czy niekoniecznie.

I ja lubię narzekać, przynajmniej czasem, ale dziś za swój obiekt narzekania narodowego mam zamiar wziąć właśnie samo narzekanie… w sieci. Nic bowiem tak skutecznie nie drażni mnie w Internecie, co wszechobecne marudzenie. Na przykład na rząd, choć to przynajmniej mnie nie dziwi. A także na to, jak ciężkie jest życie, czego już do końca nie rozumiem. No bo ostatecznie nie jesteśmy krajem III świata, a jakość życia w jakimś tam sposób rośnie – na pewno jest teraz nam i wygodniej, i bezpieczniej niż choćby 100 lat temu.

Co jeszcze? Osobiście nienawidzę narzekania typowo kobiecego. Na męża, chłopaka, dzieci i na rzekomy wyzysk w pracy (tak, wiem że wyzysk się ciągle zdarza, ale na pewno dużo bardziej sporadycznie niż kiedyś). Kobiety narzekają, że w ogóle muszą coś robić, że na przykład wstawienie prania to ciężka praca, bo przecież trzeba je posegregować i jeszcze nie daj boże rozwiesić. No i dzieci – można by pomyśleć, że jedna z drugą nie wiedziały wcześniej z czym wiąże się macierzyństwo. I że teraz, w czasach opiekunek, jednorazowych pieluszek,  sztucznego mleka i innych pomocy, posiadanie dziecka jest jest jedynie przykrą koniecznością, która na nic rodzicom nie pozwala.

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.