ilustacja sienkiewicza

Karnawał trwa w najlepsze. W tym roku fazy księżyca wyjątkowo nas rozpieszczają i okres hucznych zabaw będzie trwał praktycznie do końca lutego. Ech – tańce, hulanki, swawole…  Wenecja, Nicea, Rio de Janeiro – dzisiaj to głównie te miasta kojarzą się nam z karnawałowymi szaleństwami i dobrą zabawą. Ale czy zdajecie sobie sprawę, że bywały takie czasy w których i Polacy świętowali hucznie oraz swawolnie?

uczta sarmacka

Suto zastawiony stół był chlubą gospodarzy

Staropolskim obyczajem

Karnawał, czy też jak to w czasach staropolskiej świetności mawiano – zapusty, trwał nieprzerwanie od Święta Trzech Króli aż do Tłustego Czwartku (po nim następowały Ostatki). Ach, co toż się wtedy pod szlacheckimi strzechami nie działo. Kuligi, liczne maskarady (nie mylić z balem przebierańców) i wyjątkowo huczne wieczerze zazwyczaj okraszone tańcem i alkoholem (nie koniecznie w tej kolejności). Doskonałą namiastkę karnawałowych szaleństwa zaserwował nam choćby reżyser Popiołów.

Z kopyta kulig rwie
kulig z popiołów

„Kulig nie znał przeszkód. Tworząc ogromny korowód, leciały sanie najrozmaitsze.[…]”

Kulig oczywiście zarezerwowany był dla obywateli wysokiego stanu – magnaterii, arystokracji i szlachty. Zazwyczaj wykorzystywano go jako doskonałą okazję do odwiedzenia licznych sąsiadów. Kolejność odwiedzin planowano ze sporym wyprzedzeniem i przestrzegano nader skrupulatnie – wszak u gospodarzy czekały bogato zaopatrzone piwniczki i spiżarnie.
Towarzystwo zjeżdżało się zazwyczaj wieczorem (taki kulig miał wyjątkowy urok) przy dźwiękach muzyki, w świetle pochodni i po wylewnym powitaniu ze strony gospodarzy można było już bez przeszkód biesiadować i swawolić. A na uginających się od jadła i napitków stołach nie mogło zabraknąć kiełbas, mięsiw i…bigosu.

Zapisz

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.