Dziś napiszę nieco o tym, co trochę mnie boli, a trochę też irytuje i śmieszy. A mianowicie o rozpętanej nie tak dawno, bo przed dosłownie paroma dniami, aferze „Gazety Wyborczej” związanej z tym, jak to ciężko jest w naszym kraju młodym pracownikom naukowym.

Bohaterką wspominanego felietonu jest była doktorantka – zapewne, sądząc po pewnych informacjach, kierunku humanistycznego. Otóż po obronie doktoratu nie jest ona w stanie znaleźć nigdzie pracy (na uczelni). Narzekań i zarzutów jest wiele: lista ta obejmuje więc to, że promotor nie chciał z nią rozmawiać o jej przyszłości na uczelni, że nie ma etatów, że konkursy na dane stanowiska są „ustawiane”, że stanowisko dostała jej koleżanka, a nie ona, że praca jest tylko na umowę zlecenie (w sumie co w tym złego? przynajmniej składka zdrowotna może być wtedy opłacana), że praca nie taka, że brak gabinetu, a nawet że ona nie ma jak dziecka urodzić, bo na zleceniu nie dostanie urlopu.

Pomijając słuszność pewnych spostrzeżeń – tak, kumoterstwo i ustawianie konkursów na pewno jest złe, podobnie jak i niedofinansowanie nauki w Polsce i brak możliwości tworzenia nowych miejsc pracy, czy to, że pewne osoby zgarniają w konkursach nawet po kilka grantów, nie dopuszczając „do miski” innych – całość zrobiła na mnie wrażenie marudzenia dziecka z bogatego domu, które zaraz po studiach chciałoby zarabiać 5, a najlepiej 10 tysięcy. Które nie rozumie, że już praca na zlecenie na uczelni to wyraz uznania, bo nie każdy ją dostaje – a przecież od czegoś trzeba zacząć. Że promotor nie jest od szukania jej pracy. Że zarobki rzędu 2 – 2,5 tysiąca jak na osobę zaraz po doktoracie to nie tak źle, a przede wszystkim – że na więcej trzeba sobie zasłużyć i… poczekać. I piszę to, świadoma tego, ja, osoba z wykształceniem jak najbardziej wyższym, naukowym.

Inna sprawa, że nie potrzeba na rynku pracy wielu doktorów humanistów. No po prostu nie. Ale mimo to trzeba szukać pracy poza uczelnią, dopóki takowej na etat się nie ma. Znam osoby, które pracują tak na 1/2 lub inną część etatu i jakoś nie narzekają, że nie ma kiedy publikować. Ostatecznie na studiach to dopiero nie było na nic czasu. Można? Można.

Ale jak wiadomo, Polacy kochają narzekać…

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.